sobota, 15 września 2012

Pierwszy rozdział

Od tego rozdziału zaczęłam swą powieść na poważnie :)
________


Nieznana siła.
Lord Voldemord wezwał z niepokojem fioletowłosą śmierciożerczynię. Elizabeth rodziła mu dziecko. Postanowili nazwać córkę Rose. Trzymał dziewczynę za rękę przez dłuższy czas, a gdy główka dziecka wyszła, on z radością wyszedł zabić inne dziecko – Harry' ego Potter 'a. Nikt jednak nie wiedział, że już na długo nie wróci.
Przy porodzie pomagała Naomi. Wieczorem wszędzie rozbrzmiewała radość. Eliza zostawiła więc dziecko w rękach fioletowłosej, a sama weszła do pobliskiego hotelu czarodziejów, trzaskając przy okazji drzwiami wielkiego zamku, gdzie przebywali śmierciożercy.
Ludzie sprawiali wrażenie szczęśliwych. Wyłączyła muzykę. Wtedy wszyscy ją zobaczyli.
- Kto jest organizatorem tej idiotycznej imprezy?!
- Ja – drżący, młody chłopak wyszedł z tłumu przerażonych ludzi, którzy mnie znali z licznych zabójstw. - Przepraszam, jeśli przeszkodziłem...
- Choć na dwór. Jak masz na imię?
- Thomas, proszę śmierciożerczyni.
Na dworze panował chłód, a chłopak zaczął się trząść z zimna. Nosił kolorowy strój. “Stało się coś dobrego dla nich, ale niekoniecznie dla mnie” - przeraziła się.
- Dlaczego świętujecie? Co radosnego się stało?!
- Czarny Pan zniknął – pisnął. - A Potter przetrwał Zaklęcie Niewybaczalne. Rodzice nie żyją. Dom się rozpadł. Przepraszam... Już muszę...
- Ja też muszę. Wcale nie przepraszam – wyciągnęłam różdżkę i złośliwie uśmiechnęłam się, mówiąc: - Zabawimy się trochę, co? Rzucę dwa czary. Które pierwsze? Jasne, że pierwsze. Crutiatus!
Mężczyzna zaczął się wić, a ona relaksować. Jęczał. Krzyki mordowanych ludzi uspokajały ją. W końcu zdecydowała, że pora na drugie zaklęcie. Mężczyzna sam o nie poprosił z bólem.
- Już koniec! Avada Kadavra!
Odeszłam, szumiąc peleryną. Weszłam na chwilę do hotelu, wnosząc ciało mężczyzny zaklęciem “Wingardium Lewiosa”.
- Oto każdy, kto stanie mi na drodze! Sądzę, że impreza skończona – powiedziałam spokojnie.
Wyluzowana, jednak nadal niespokojna, zaczęłam myśleć o córce. Trafi do Hogwartu. Będzie się przyjaźnić z dzieckiem Malfoy'ów, jest od niej starszy o miesiąc i ma na imię... Draco! Tak, Draco.
Z tymi myślami weszła do zamku. Zwołała śmierciożerców. Wtedy zauważyła, że nie ma Malfoy'ów i tych, którzy byli pod zaklęciem Imperius rzuconym przez Czarnego Pana.
- Gdzie reszta?
- Odeszła. Próbowałem zatrzymać kilku, nie udało się. Luncjusz “miał coś załatwić” - powiedział Snape.
- Ważne wieści. Czarny Pan poległ. Lily i James Potter nie żyją, ale ich syn niestety żyje. Przeżył Zaklęcie Niewybaczalne. Jeśli ktoś znajdzie Przywódcę, wywoła Znak. Kolejnego dnia po wywołaniu Znaku spotkamy się tu. A gdzie... Szczur? - tak nazywaliśmy Glizdogona.
Quiriel wyjął Proroka Codziennego, a my zdziwiliśmy się, że czyta tego szmatławca. Niezrażony przebiegł oczami po stronach.
- Sami – Wiecie - Kto zostawił dom Potterów w ruinach, rodzice Harry' ego nie żyją – Śmierciożercy zaśmiali się z nienawiścią, jednak ucichli – jednak sam chłopiec przeżył. Nikt nie wie, co mogło się stać przy kołysce chłopca, które przeżyło Zaklęcie Niewybaczalne, po którym pozostała jedyne blizna w kształcie błyskawicy. Nikt również nie wie, co stało się z Sami – Wiecie – Kim, gdy się rozpłynął.
- A Szczur?
Quiriel przerzucił kilka stron. Przebiegł wzrokiem po jednej ze stron i odczytał tekst.
- Syriusz Black z szaleńczym śmiechem załatwił tuzin mugoli – wszyscy szczerze się zaśmiali – oraz Petera Pettigrew' a, który próbował go zatrzymać...
- Co?! - zdziwiłam się.
- Po jego trudach został jedynie palec mężczyzny. Wiadomo, że Syriusza Black' a, który mógł zdradzić tajemnicę pobytu chłopca Sami – Wiecie – Komu zabrano do Azkabanu. Niestety, nic więcej nie udało nam się dowiedzieć.
- Rozejść się! Walczymy z nieznaną siłą! - warknęła Elizabeth.

___

Tą nieznaną siłą była miłość. Śmierciożercy jej nie znali. Żaden z nich nie wiedział, co to znaczy, poświęcić komuś wszystko. Gardzili miłością i nie znali jej prawdziwej siły, ich hobby'm było zabijanie.

___

A tu foto, które zrobiłam z nudów :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz