________
Nieznana
siła.
Lord
Voldemord wezwał z niepokojem fioletowłosą śmierciożerczynię.
Elizabeth rodziła mu dziecko. Postanowili nazwać córkę Rose.
Trzymał dziewczynę za rękę przez dłuższy czas, a gdy główka
dziecka wyszła, on z radością wyszedł zabić inne dziecko –
Harry' ego Potter 'a. Nikt jednak nie wiedział, że już na długo
nie wróci.
Przy
porodzie pomagała Naomi. Wieczorem wszędzie rozbrzmiewała radość.
Eliza zostawiła więc dziecko w rękach fioletowłosej, a sama
weszła do pobliskiego hotelu czarodziejów, trzaskając przy okazji
drzwiami wielkiego zamku, gdzie przebywali śmierciożercy.
Ludzie
sprawiali wrażenie szczęśliwych. Wyłączyła muzykę. Wtedy
wszyscy ją zobaczyli.
-
Kto jest organizatorem tej idiotycznej imprezy?!
-
Ja – drżący, młody chłopak wyszedł z tłumu przerażonych
ludzi, którzy mnie znali z licznych zabójstw. - Przepraszam, jeśli
przeszkodziłem...
-
Choć na dwór. Jak masz na imię?
-
Thomas, proszę śmierciożerczyni.
Na
dworze panował chłód, a chłopak zaczął się trząść z zimna.
Nosił kolorowy strój. “Stało się coś dobrego dla nich, ale
niekoniecznie dla mnie” - przeraziła się.
-
Dlaczego świętujecie? Co radosnego się stało?!
-
Czarny Pan zniknął – pisnął. - A Potter przetrwał Zaklęcie
Niewybaczalne. Rodzice nie żyją. Dom się rozpadł. Przepraszam...
Już muszę...
-
Ja też muszę. Wcale nie przepraszam – wyciągnęłam różdżkę
i złośliwie uśmiechnęłam się, mówiąc: - Zabawimy się trochę,
co? Rzucę dwa czary. Które pierwsze? Jasne, że pierwsze.
Crutiatus!
Mężczyzna
zaczął się wić, a ona relaksować. Jęczał. Krzyki mordowanych
ludzi uspokajały ją. W końcu zdecydowała, że pora na drugie
zaklęcie. Mężczyzna sam o nie poprosił z bólem.
-
Już koniec! Avada Kadavra!
Odeszłam,
szumiąc peleryną. Weszłam na chwilę do hotelu, wnosząc ciało
mężczyzny zaklęciem “Wingardium Lewiosa”.
-
Oto każdy, kto stanie mi na drodze! Sądzę, że impreza skończona
– powiedziałam spokojnie.
Wyluzowana,
jednak nadal niespokojna, zaczęłam myśleć o córce. Trafi do
Hogwartu. Będzie się przyjaźnić z dzieckiem Malfoy'ów, jest od
niej starszy o miesiąc i ma na imię... Draco! Tak, Draco.
Z
tymi myślami weszła do zamku. Zwołała śmierciożerców. Wtedy
zauważyła, że nie ma Malfoy'ów i tych, którzy byli pod zaklęciem
Imperius rzuconym przez Czarnego Pana.
-
Gdzie reszta?
-
Odeszła. Próbowałem zatrzymać kilku, nie udało się. Luncjusz
“miał coś załatwić” - powiedział Snape.
-
Ważne wieści. Czarny Pan poległ. Lily i James Potter nie żyją,
ale ich syn niestety żyje. Przeżył Zaklęcie Niewybaczalne. Jeśli
ktoś znajdzie Przywódcę, wywoła Znak. Kolejnego dnia po wywołaniu
Znaku spotkamy się tu. A gdzie... Szczur? - tak nazywaliśmy
Glizdogona.
Quiriel
wyjął Proroka Codziennego, a my zdziwiliśmy się, że czyta tego
szmatławca. Niezrażony przebiegł oczami po stronach.
-
Sami – Wiecie - Kto zostawił dom Potterów w ruinach, rodzice
Harry' ego nie żyją – Śmierciożercy zaśmiali się z
nienawiścią, jednak ucichli – jednak sam chłopiec przeżył.
Nikt nie wie, co mogło się stać przy kołysce chłopca, które
przeżyło Zaklęcie Niewybaczalne, po którym pozostała jedyne
blizna w kształcie błyskawicy. Nikt również nie wie, co stało
się z Sami – Wiecie – Kim, gdy się rozpłynął.
-
A Szczur?
Quiriel
przerzucił kilka stron. Przebiegł wzrokiem po jednej ze stron i
odczytał tekst.
-
Syriusz Black z szaleńczym śmiechem załatwił tuzin mugoli –
wszyscy szczerze się zaśmiali – oraz Petera Pettigrew' a, który
próbował go zatrzymać...
-
Co?! - zdziwiłam się.
-
Po jego trudach został jedynie palec mężczyzny. Wiadomo, że
Syriusza Black' a, który mógł zdradzić tajemnicę pobytu chłopca
Sami – Wiecie – Komu zabrano do Azkabanu. Niestety, nic więcej
nie udało nam się dowiedzieć.
-
Rozejść się! Walczymy z nieznaną siłą! - warknęła Elizabeth.
___
